,,Cierpię w milczeniu''
Toby Cameron’s POV
Obudziłem się przez dźwięk płaczu, których słyszałem z pokoju obok.
Byłem zdezorientowany, wymamrotałem coś, zanim gwałtownie przetarłem
oczy i usiadłem na łóżku. Moja wizja była niewidoczna, ale to nie
powstrzymało mnie przed próbą znalezienia źródła tego hałasu. Ziewnąłem,
przeniosłem nogi na brzeg łóżka i wstałem, poczułem zimne drewno pod
moimi stopami. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem skarpetki, przed
wyjściem z mojego pokoju. Usłyszałem, że płacz pochodzi z pokoju Saige.
Westchnąłem- Co ten idiota zrobił tym razem?- zapytałem w
myślach, gdy podszedłem do drzwi Saige. Głośno w nie zapukałem,
powodując, że Saige nagle przestała płakać, gdyż chciała to przede mną
ukryć.
- Saige?- głośno zapytałem- Wszystko w porządku?
- W porządku, proszę odejdź, Toby.
- Słyszałem, że płakałaś.
- Powiedziałam, żebyś odszedł- krzyknęła, usłyszałem głośne uderzenie o
drzwi, co oznaczało, że prawdopodobnie rzuciła w nie poduszką.
- Dobrze- prychnąłem, odwróciłem się odszedłem, nie zadając sobie trudu,
by zmusić ją do powiedzenia, co do cholery jest z nią nie tak. Jeśli
chciała ze mną o tym porozmawiać, mogła to zrobić. Nie chciałem je
zmuszać do wyznania mi swoich smutków.
- Kochanie- głos wychrypiał z mojej sypialni. Zerknąłem przez framugę,
by zobaczyć Senecę leżącą na moim łóżku. Była ubrana w moją koszulę z
długim rękawem. Guziki była rozpięte, ponieważ miała na sobie białą,
krótką halkę na ramiączkach i moje czarne bokserki. Uśmiech
rozprzestrzenił się na moich ustach i wpatrywałem się w nią łapczywym
wzrokiem.
- Cześć kochanie- wszedłem do mojego pokoju, zamknąłem drzwi i położyłem się na łóżku obok niej.
- Coś się stało?- zapytała, owinęła swoje drobne ręce wokół mojej ręki.
- Usłyszałem dziwny dźwięk i poszedłem to sprawdzić.
Seneca spięła się, wiedząc, że dziwne dźwięki na Bronx zwykle nie kończyły się dobrze- Wszystko w porządku?
Przytaknąłem- Jest dobrze- pocałowałem ją w czoło- Nie martw się kochanie.
- Okej- ziewnęła, położyła się plecami na poduszce i pociągnęła mnie za sobą.
- Tak się cieszę, że do siebie wróciliśmy- cmoknąłem ją delikatnie w usta.
- Ja też- zarumieniła się, jej naturalnie kręcone, brązowe włosy
niechlujnie ułożyły się wokół jej twarzy, ale mimo to nadal wyglądała
seksownie- Ale jeśli kiedykolwiek zrobisz mi coś takiego- spojrzała na
mnie- odetnę ci penisa i nakarmię nim Rory, zrozumiałeś?
- Zrozumiałem- przełknąłem ślinę.
Seneca zachichotała, wpiła się ponownie w moje usta i zakryła nas kocem.
Saige Cameron’s POV
Po tym jak usłyszałam, że Toby odszedł, westchnęłam i wyciągnęłam ramkę
ze zdjęciem spod mojego łóżka. To było stare rodzinne zdjęcie. Mama i
tata byli przytuleni, a ja i Toby staliśmy przed nimi. Wszyscy mieliśmy
kapelusze Myszki Miki, ponieważ byliśmy w Disney World. Zdjęcie było
wykonane prawdopodobnie trzy lata temu, nie było zbyt stare, nie było
też naszym najbardziej aktualnym zdjęciem. Jednak nadal było moim
ulubionym.
- Dlaczego musiałeś nas opuścić?- zakaszlałam.
Z tyłu mojej głowy wiedziałam, że to było głupie. To było tylko zdjęcie.
To nie było tak, że krzyczenie na zdjęcie, które było zrobione trzy
lata temu, może coś zmienić. Ponadto, to nie była nawet wina mojego
ojca. On został zamordowany. To nie było samobójstwo lub coś co mógł
powstrzymać, to było zupełnie przypadkowe. Zmusiłam się, aby sądzić, że
był on w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Nie mogłam sobie
wyobrazić, że zabicie mojego taty było czyimś celem. Ale to jest Bronx,
tu nigdy do cholery nie wiesz, co się stanie.
Westchnęłam, ramka wyślizgnęła mi się z ręki i upadła na podłogę, co
wyglądało jak w zwolnionym tempie, gdy próbowałam ją złapać. Słyszałam
jak się rozbija. Szkło natychmiast pękło i rozsypało się po podłodze.
- Nie- krzyczałam i rzuciłam się na ziemię.
- Saige- usłyszałam głos po drugiej stronie drzwi- Przyszedłem, by cię
zaskoczyć, twój brat mnie wpuścił!- rozpoznałam głos Justina. Nie mogłam
pozwolić, by teraz mnie zobaczył. Ukrywałam mój ból przed nim, Willow,
Emmą, moją rodziną, przed wszystkimi dookoła. Zachowywałam się jak
wesoła dziewczyna, ale w środku umierałam. Nie wiedziałam, jak
zareagować na śmierć kogoś tak bliskiego. Myślę, że można powiedzieć, że
po prostu cierpiałam w milczeniu.
- Odejdź- wychrypiałam, starając się oczyścić mój bałagan. Poczułam jak
szkło przebija skórę na dłoni. Nie dbałam o ból, poczułam strużkę, krwi,
która spływała po mojej ręce.
- Saige- zawołał- Wszystko w porządku, kochanie?
- Powiedziałam, żebyś odszedł!- rzuciłam kawałkami szkoła we drzwi ze
złości, trochę mojej krwi rozprysło się po podłodze. Świetnie, teraz mój
pokój wyglądał jak po scenie morderstwa.
- Kochanie, co się stało?
- Justin, kurwa słuchaj tego, co mówię!- krzyknęłam- Odejdź, nie chcę teraz rozmawiać!
- Toby!- usłyszałam wołanie Justina- Masz jakieś klucze do pokoi?
Natychmiast zaczęłam rzucać szkłem, próbowała się podnieść tak szybko
jak tylko mogłam. Słyszałam jak Toby, Justin i Seneca rozmawiali, gdy
Toby szukał kluczy. Justin rozpaczliwie próbował mu pomóc, przy czym
starał się uzyskać informację, co do cholery się ze mną dzieje. Toby
myślał, że mam okres, Seneca mówiła, że to przez normalne, dziewczęce
hormony i potrzebna mi jest czekolada, Justin zakładał, że jestem
samobójcą.
Zamknęłam oczy, słysząc głos anioła i demona w mojej głowie.
- Nikt by za tobą nie tęsknił, gdybyś chciała zostać samobójcą- demon przy moim prawym ramieniu powiedział głośno.
- To by załamało Justina, twoich przyjaciół, rodzinę...- anioł przyznał mi rację.
- Dlaczego ktoś miałby się o ciebie martwić? Mała, stara Saige
Cameron. Nie jesteś nikim specjalnym. Nigdy nie byłaś i nigdy nie
będziesz. Lepiej gdybyś umarła ze swoim ojcem.
Poza tym, mieszkasz na Bronx, to tylko kwestia czasu zanim ktoś cię
zabije, więc idź na przód i zajmij się swoim celem. W każdym razie,
jestem pewny, że Rory już planuje twoją śmierć.
- Stop!- warknęłam na głosy, położyłam ręce po obu stronach głowy,
zapominając, że nadal mam w nich szkoło, co spowodowało, że przypadkowo
rozcięłam sobie też skroń.
Słyszałam jak ktoś przekręca klamkę. Spojrzałam w górę na drzwi i
zauważyłam Justina. Ubrany był w czarne, skórzane spodnie, czerwoną
koszulkę, jego ulubione czerwone Supry i snapback. Jego szczęka
natychmiast opadła na mój widok. Zamknął drzwi na klucz, by Seneca i
Toby nie zobaczyli mnie w tym stanie.
- Saige...- wyszeptał. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Jeśli
nie miałabym w głowie dwóch głosów, które dyskutowały, czy powinnam się
zabić, uznałabym to za słodkie.
- Powiedziałam, żebyś odszedł- spojrzałam na podłogę, zauważyłam
zakrwawione szkło w mojej ręce. Mogła sobie tylko wyobrazić, za jak
bardzo szaloną mnie teraz uważa.
- Nie mogę tego zrobić- powiedział- Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym
cię zostawił w tym stanie- delikatnie owinął ręce wokół moich
nadgarstków. Zaczął wyciągać szkło z moich rąk, jeden kawałek po drugim
tak bezboleśnie jak tylko potrafił. Skrzywiłam się i zamykałam oczy od
czasu do czasu, ale mogło być gorzej.
- Co zrobiłaś, kochanie?- kontynuował wyciąganie szkła, wrzucając każdy kawałek do kosza.
- Ja.. uch..- poczułam gulę w gardle- Upuściłam ramkę na zdjęcia i próbowałam posprzątać.
- Dlaczego płaczesz?- spojrzał w moje oczy- Zawsze możesz kupić nową, a nad tą nie musisz płakać.
Spojrzałam na dół na ramkę, w której nadal było zdjęcie, Justin podążył za moim wzrokiem.
- Och, Saige- wyszeptał- Jeśli bym wiedział, że nadal jest ci smutno z powody śmierci twojego taty-
- Nie- przerwałam- Nie wiesz, co to jest- potrząsnęłam głową- Nie próbuj się zachowywać jakbyś wiedział.
- Saige, wielu moich przyjaciół zmarło, wiem przez co przechodzisz.
Wiem, że to jest trudne i czasami nawet nie wiesz, dlaczego nadal
oddychasz. Po prostu musisz przez to przejść, okej? Jeśli nie dla
siebie, dla mnie?- zrobił minę małego szczeniaczka. Westchnęłam,
wpatrując się w podłogę, rozpaczliwie próbowałam mrugnąć oczami.
- Ja po prostu- prychnęłam, łza spływała po moim policzku. Justin
zakończył wyciąganie szkła z mojej ręki i zaczął zbierać je z podłogi.
- Nie mogę tego zrobić bez niego... wiesz?
- Możesz, po prostu musisz uwierzyć, że możesz- pocieszał mnie.
- Masz jakieś bandaże?- zmienił temat, badając moje ręce.
Przytaknęłam- Mam apteczkę w łazience.
- Okej- wstał, pocałował mnie w czoło, zanim poszedł do łazienki, po
apteczkę. Wrócił, otworzył białe pudełko i szukał czegoś, co mi pomoże.
Wyciągnął antybakteryjny sprej, potrząsnął zanim użył go na moje
nacięcia. To piekło, ale z jakiegoś powodu to pieczenie było dobre, więc
nie miałam nic przeciwko.
Dodał trochę Neosporin, chwycił bandaż i owinął go wokół mojego
nadgarstka, aż moja ręka wyglądała jakby była zmumifikowana. Dodał
taśmy, by utrzymać bandaż na miejscu. Przynajmniej nie zabandażował
moich palców, więc mogłam jeszcze wykonywać różne rzeczy. Po ukończeniu,
schował wszystko i pomógł mi wstać. Otarł wszystkie łzy z mojej twarzy,
przed zmazaniem makijażu, który wyciekł na moją twarz.
- Mogę się założyć, że sądzić, że wyglądam na obłąkaną- westchnęłam, patrząc niezręcznie na stopy.
- Nie- podniósł mój podbródek, więc byłam zmuszona na niego spojrzeć- Dla mnie zawsze będziesz wyglądać pięknie, kochanie.
Ukryłam moją twarz w jego ramionach, owinęłam ręce wokół jego talii i przyciągnęłam go najbliżej jak tylko mogłam- Dziękuję.
- Za co?- zachichotał- Za powiedzenie prawdy?
- Jesteś dla mnie za słodki- potrząsnęłam głową- Nie zasługuję na ciebie.
- Nie mów tak- poczułam jego usta na czubku mojej głowy- Zasługujesz na dużo więcej.
- Nie- podniosłam głowę do góry, więc patrzyliśmy sobie w oczy-
Zasługujesz na dużo więcej, ale sądzę, że będziesz musiała zadowolić się
mną.
- To nie jest tylko zadowolenie, zawarłam niesamowitą umowę, gdy cię
znalazłam- posłał mi niesamowity uśmiech, który zwalił mnie z nóg.
Nigdy się nie dowiem, co dobrego zrobiłam, że zasłużyłam na Justina.
Pewnie, on zabił kilka osób w swoim życiu, brał regularnie udział w
walkach, był w gangu, handlował narkotykami na Bronx, w Nowym Jorku, ale
dla mnie był idealny i nigdy nie będę prosić o nikogo innego niż on.
- Co zrobiłem, że dostałem takie błogosławieństwo jak ty?- założył moje włosy za ucho i złączył nasze czoła.
- Nie wiem, ale ja myślę tak samo- złączyłam nasze usta, Justin
pocałował mnie tak słodko , nie chcąc się spieszyć, bo wiedział, że
jestem bardzo krucha i mogę pęknąć w każdej chwili.
- Może pójdziemy gdzieś zamiast siedzieć w twoim pokoju- powiedział, przerywając nasz pocałunek.
Potrząsnęłam głową- Nie mam nastroju- przerzuciłam uwagę na zdjęcie
rodzinne leżące na podłodze obok mnie. Podniosłam je i spojrzałam na
twarz mojego ojca. Malutkie, prawie nieistniejące worki pod oczami,
kości wyraźnie wskazywały, że chichotał prawdopodobnie z jednego z
najsłynniejszych, staromodnych żartów mojej mamy, które zawsze
opowiadała, gdy robiliśmy zdjęcia, po to by każdy się uśmiechał.
- Zabiłabym, by dowiedzieć się, co wywołało śmiech mojego ojca...
Zabiłabym by po prostu ponownie usłyszeć jego śmiech. Miał rodzaj
chichotu, który rozjaśniał cały pokój. Nie obchodzi mnie jak wielkim był
dla mnie dupkiem pod koniec swojego życia, nigdy nie będę w stanie
zapomnieć o najsłodszym tatusiu, który zabrał mnie do parku rozrywki w
moje urodziny, nauczył mnie jeździć na rowerze i inne tego typu
rzeczy...- zamarłam, czując jak mój głos się załamuje. Starałam się nie
rozpłakać przy Justinie.
- Możesz płakać, kochanie- zauważył moją walkę- Tak długo, aż nie
będziesz krzywdzić siebie. Wiem, że czasem po prostu trzeba płakać, to w
porządku- po jego słowach poczułam jak łzy wypływają z moich oczu,
pochyliłam się do niego, trzymając zdjęcie blisko piersi.
- Ja po prostu tak bardzo za nim tęsknię- płakałam trzymając zdjęcie, Justin trzymał mnie mocno, nie mówiąc nic.
¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
Później tej nocy Justin, JT, Toby, Emma, Willow, Seneca, Jazmyn, Jaxon i
ja siedzieliśmy przy dużym stole w jadalni Justina. Emma właśnie
wyjaśniła, co się stało z zespołem.
- Scooter zadecydował, że nie chce się z nami spotkać dopóki będziemy
maturzystami- Emma przewróciła oczami- Zdecydował się podpisać kontrakt z
facetem, który wykonuje głupią, pieprzoną piosenkę "Gangnam Style" i
powiedział, że porozmawia z nami później. Mam jego pieprzoną wizytówkę,
co do cholery... Jestem nastolatką, nie używam takich rzeczy!- Emma była
pełna gniewu i irytacji z faktu, że praktycznie zostaliśmy oszukani
przez "Scooter" lub Scotta Brauna i zastąpieni przez koreańskiego
faceta, który śpiewa "Gangnam Style".
- Jakie jest jego imię?- Willow uniosła brwi, wyraźnie rozgniewana.
- Myślę, że Pie czy coś- Jaxon oznajmił.
- To jest Psy- powiedziała Emma z obrzydzeniem.
- Przeliteruj- Jazmyn poprosiła.
Emma potrząsnęła głową- Psy, P-S-Y.
Justin wzruszył ramionami- To jest koreański.
- Oppa Gangnam Style- JT śpiewał po cichu.
- Przestań!- Emma trzymała rękę uciszając JT- Śpiewanie tej piosenki jest zabronione w pobliżu dwudziestu metrów ode mnie.
- Ktoś tu dramatyzuje- Seneca śpiewała do Emmy, dając jej uśmieszek.
- Nieprawda- Emma westchnęła- Chciałam tego bardziej niż czegokolwiek, a
on nam to zabrał, zanim tak naprawdę to dostaliśmy... to po prostu...
do bani- Emma zmarszczyła brwi, wydymając dolną wargę.
Przytaknęłam, nie zadając sobie trudu, by cokolwiek powiedzieć, gdyż nadal nie miała ochoty na rozmowę.
- Wszystko w porządku, Saige?- Willow spojrzała na mnie, oczywiście
widząc moje milczenie, wiedząc, że to nie w moim style nie brać udziału w
rozmowie.
- Jest dobrze- powiedziałam szybko, patrząc w stół.
- Czy ty-
- Willow- Justin jej przerwał- Daj spokój.
- Ale ona jest moją najlepszą-
- Nie- Justin potrząsnął głową- Po prostu zostaw ją teraz w spokoju.
Willow prychnęła, posyłając mi smutne spojrzenie, przed spojrzeniem na osobę, z którą rozmawiała.
Poczułam wibracje telefonu w kieszeni. Szybko wyciągnęła go i sprawdziłam wiadomość.
Austin: Jesteś zajęta wieczorem?
Saige: Mam teraz chłopaka, Austin i widziałam cię na kolejne
randce z dziewczyną...Myślę, że to w porządku, by powiedzieć, że z nami
koniec.
Austin: Ja nie byłem na randce? Po prostu spędzałem czas z przyjaciółką, po prostu tak się stało, że była ona płci żeńskiej.
Saige: Więc, tak się stało, że mam teraz chłopaka.
Austin: Okej, więc... życzę szczęścia.
- Z kim piszesz?- usłyszałam głos Emmy, wiedziałam, że to pytanie było skierowane do mnie.
Spojrzałam na nią, czując oczy wszystkich na sobie.
- Z nikim- machnęłam ręką i włożyłam telefon z powrotem do kieszeni,
kiedy spojrzałam na wszystkich- Możecie wrócić do rozmowy- powiedziałam
monotonnie. Każdy westchnął i wrócił do swoich rozmów, ja siedziałam w
fotelu w ciszy, chcąc być z powrotem w moje sypialni, gdzie mogłam
przespać cały ból i depresję.
Czułam jak wzrok Justina wypala dziurę na moim policzku. Wiedziałam, że
jego wzrok mnie nie opuszczał. Obserwował mnie jakbym była zwierzakiem,
który ucieka, jeśli się go nie pilnuje. Westchnęłam, niespokojnie
poruszyłam się na krześle i złapałam mój telefon. Bezmyślnie
przeglądałam Instagram, próbując nie zwracać uwagi na to, że Justin mnie
obserwuje.
Mój telefon zadzwonił, co oznaczało, że dostałam nową wiadomość. Szybko udałam się do moich wiadomości i kliknęłam na nową.
Justin: Głowa do góry, kochanie. Nie lubię, gdy jesteś nieszczęśliwa.
Saige: To nie jest coś, po czym natychmiast poczuję się lepiej, Justin. Potrzebuję czasu.
Justin: Tak mi przykro, chciałbym zrobić coś, by ci pomóc.
Saige: Przestanie obserwowania mnie będzie dobrym początkiem. Nie muszę być pod stałą kontrolą, Justin. Jestem dużą dziewczynką.
Schowałam telefon do kieszeni, kiedy złapaliśmy kontakt wzrokowy.
Pokazałam mu tym, że skończyłam tę rozmowę. Justin westchnął i położył
telefon na stole.
- Więc, zdecydowanie zadzwonię do niego, kiedy skończymy liceum i
zobaczymy, co się wydarzy- Emma westchnęła- Po prostu nie możemy zrobić
tego teraz.
- Hej, to tylko kilka miesięcy, zaczęliście właśnie przerwę zimową i
zanim się obejrzycie to będzie już koniec i rozpoczniecie nowe, większe i
lepsze rzeczy.
- Takie jak wyprzedanie biletów na Madison Square Garden- Willow marzyła.
- To by było całkiem fajne- Justin wtrącił się w rozmowę.
- Mam nadzieję, że dostaniemy taką szansę.
- Ty, ja i wszyscy inni- starałam się udawać, że ze mną w porządku, wtrącając się do rozmowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytasz= zostaw po sb pamiąteczkę XD PZDR Kochani ;p