Saige Cameron's POV
-Pocałuj ją.-
Rory powtórzyła.
-Nie musimy ciebie
słuchać.- Justin zakwestionował.
Uśmiechnęła
się- To oczywiste, że teraz nie jesteście w żadnym rodzaju
związku. Justin mógłby nawet pocałować jedną z jego
przyjaciółek od seksu, ale on ciebie nie pocałuje.- zaśmiała się
w moją twarz.
-Może dlatego, że
ją szanuję.
-Justin Drew
Bieber szanuje kogoś?- Rory szydziła- Och, proszę, Justin. Wszyscy
cię znamy, wiemy, że na pewno nie masz szacunku do kobiet.
-On nie ma
szacunku do kobiet, które rzucają się na facetów, jak kawałki
śmieci, tak jak ty, Rory.- strzeliłam w nią spojrzeniem.
-Co ta suka do
mnie powiedziała?- Rory spojrzała na mnie.
-Rory!- jakiś
głos krzyknął. Rory szybko odwróciła się i zobaczyła Mikey'a
stojącego na końcu korytarza. Czułam, jak moje ciało zamraża
się, a oczy rozszerzają. Nie mogłam się ruszyć. Nie mogłam
mówić. Nie mogłam nawet oddychać.
-Och, nie
wiedziałem, że masz przyjaciół.- Mikey uśmiechnął się do nas
na swój sposób.
-Nie.- udało mi
się wykrztusić i poczułam, że moje stopy przesuwają się do
tyłu, wchodząc w oszkloną szafkę orzeszków ziemnych, sprawiając,
że spadły na podłogę.
-Justin.- Rory
westchnęła- Twoja dziewczyna robi bałagan w sklepie spożywczym!
Tisk, tisk Saige.- spojrzała na mnie- Lepiej patrz, jak chodzisz.
-Mikey, lepiej
odejdź....teraz.- Justin syknął na niego.
-Czy mam się
ciebie bać, Justin?- Mikey zaśmiał się- Ponieważ, daleko mi do
tego.
-Daj spokój,
Mikey.- Rory zaśmiała się, łącząc ich ramiona i odchodząc od
nas.
Odwróciłam się,
aby ocenić bałagan jaki narobiłam, a Justin pojawił się przede
mną. Miałam szansę na niego spojrzeć, widząc dużego siniaka
wokoło jego lewego oka. Skóra była lekko spuchnięta, ale nie na
tyle, żeby to zauważyć, jeżeli nie wpatrywałaś się w niego.
-Co ci się stało
w oko?
-JT słyszał o
mnie i Willow, więc...
Walczyłam z
chęcią wybuchnięcia śmiechem, to jest karma!
-Och,
dobrze...Lepiej już pójdę.- odwróciłam się na piętach i szybko
odeszłam od orzeszków, aby nie wpaść w kłopoty, i zostawiłam
Justina samego.
-Saige, czekaj!
Westchnęłam i
zwolniłam moje tempo, a Justin podbiegł do mnie- Gdzie idziesz?
-Willow i Emma są
gdzieś tutaj, muszę je znaleźć.
-Trzy dziewczyny z
Brookinu, same na Bronx?- Justin uniósł brwi- Tak...to dobry
pomysł.
-Poradzimy sobie,
Justin, teraz możesz wrócić do swoich spraw.
-Ja po prostu
chronię twojego tyłka.- Justin wydawał się zszokowany, przez moje
oziębłe traktowanie- Nie powinnaś mi dziękować?
-Nie powinieneś
przeprosić mnie, za bawienie się mną jak lalką Barbie?
-Nigdy nie bawiłem
się Barbie.- Justin zażartował.
Przewróciłam
oczami, rozpoznając jasnowłosą głowę przy dziale chipsów, którą
natychmiast uznałam jako Willow, prawdopodobnie wybierała dla nas
więcej śmieciowego jedzenia.
-Saige..- Justin
wsunął rękę do kieszeni- Wiesz, że kiedyś będziemy musieli
porozmawiać.
-Cóż,
mogę przyjąć gwarancję zrealizowania tej oferty w przyszłości?- zapytałam, chcąc iść
do Willow.
-Nie
możesz mnie wiecznie unikać, Saige.
-Ale
spróbuje tak długo, jak mogę.- odeszłam od niego, do miejsca,
gdzie były Willow i Emma, i chwyciłam paczki chipsów.
¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
-Co do diabła?-
Emma warknęła na mnie.
-Co?- westchnęłam.
-Justin chciał z
porozmawiać, nawet przeprosić za bycie idiotą, a ty odeszłaś od
niego, żeby znaleźć Willow i mnie? Dziewczyno, decydowałyśmy czy
wziąć chipsy cheddar czy kwaśne i śmietankowe, to nie było nic
ważnego, że musiałaś uciec, aby nas znaleźć.
-Powinnaś do
niego zadzwonić.- Willow zasugerowała.
-Nie mogę tak po
prostu do niego zadzwonić.- prychnęłam.
-A dlaczego nie?-
Emma skrzyżowała ramiona na piersi.
-Daję mu nauczkę!
-Nauczkę?- Emma
zadrwiła- Czy to jest szkoła?
-Nie mogę
pozwolić Justinowi, żeby wchodził mi na głowę!
-Zgadzam się z
tym- Willow zaczęła- Jeśli on próbuje cię przeprosić, to
przynajmniej wysłuchaj go, Saige. On na to zasługuje.
Przewróciłam
oczami- W porządku.
-Musimy wybrać ci
strój, później zadzwonisz do niego i poprosisz o spotkanie!
-Nie idę z nim na
randkę.- dałam Emmie spojrzenie- To będzie tylko rozmowa, nic
więcej.
Willow spojrzała
na mnie- Och, proszę, znasz Justina? To nie będzie tylko rozmowa.
¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
Tego wieczoru
siedziałam w małej, włoskiej kawiarni i czekałam na Justina.
Ubrałam strój,
który wybrała mi Emma. Kwiatową marynarkę z czarnym topem, białe
spodenki i moją ulubioną parę czarnych vansów, Usiadłam przy
stoliku, pijąc kubek karmelowego latte, które dla siebie zamówiłam.
Justin spóźniał się pięć minut, co nie pomagało jego sprawie.
Nagle, drzwi się otworzyły. Ze mną była tu tylko jedna osoba,
więc można powiedzieć, że ktoś przyjechał. Justin wpadł
zdyszany. Rozejrzał się po pomieszczeniu, aż jego oczy spotkały
się z moimi i natychmiast do mnie podszedł.
Był ubrany w szarą bluzę z kapturem i parę
jeansów. Kilka centymetrów jego koszulki wystawało spod bluzy, a
wokół nadgarstka miał owinięty zegarek.
-Cholera,
przepraszam.- zanurkował do siedzenia naprzeciwko mnie- Moja mama
przesłuchiwała mnie, gdy próbowałem wyjść. Przysięgam, to nie
była moja wina. Starałem się dotrzeć na czas.
-Nie
jestem zła.- wzruszyłam ramionami.
-Dobrze.-
odetchnął z ulgą i usiadł wygodniej w fotelu- Jestem bardzo
szczęśliwy, że do mnie zadzwoniłaś, aby się spotkać. Od
dłuższego chciałem z tobą porozmawiać o wszystkim co się stało
i-
-Więc
mów.- przerwałam, nie będąc w nastroju, aby słuchać jego
wędrówki, tylko po prostu chcąc, by mówił do rzeczy.
-Ok.-
był trochę zaskoczony, że mu przerwałam- Saige...Nigdy nie
chciałem cię skrzywdzić.- zaczął, sięgając przez stół, aby
położyć rękę na mojej. Szybko zabrałam rękę, nie wiedząc
jeszcze czy mogę mu ufać.- Rory jest taką idiotką, nie mogę
uwierzyć, że mogłem do niej pójść... Boże, jestem takim
idiotą.- potrząsnąłem głową, zrywając nasz kontakt wzrokowy.
-Tak.-
zgodziłam się- Naprawdę nim jesteś.
-Myślę,
że nigdy tak naprawdę nie zdałem sobie sprawy z tego jak wiele
miałem, dopóki to nie odeszło i inny facet próbował położyć
swoje obrzydliwe, zboczone ręce na ciebie.
Wiedziałam, że
miał na myśli Austina, on był jedynym facetem, który był w tej
chwili ze mną.- On była tam, żeby ułożyć sobie na nowo
życie, kiedy ty-
-Przestań.-
przerwał mi- Nie mogę znieść słuchania, jak wspaniały jest
Austin. Nie chcę by kiedykolwiek, jakikolwiek inny facet był dla
ciebie wspaniały, ponieważ ja chcę być dla ciebie takim
chłopakiem.
-Miałeś szansę,
ale zrujnowałeś ją, przez przespanie się z Rory, kiedy ja
myślałam, że ty i ja jesteśmy od początku....nieważne.-
westchnęłam.
-Co?
Przegryzłam moją
dolną wargę- Nieważne.
-No dalej, Saige.-
Justin westchnął- Potrzeba dwóch ludzi, aby naprawić
związek....Nie chcę już z tobą walczyć. Chcę cię przytulać,
trzymać za rękę, obściskiwać, całować....tak jak kiedyś.
Czułam, że moje
ściany zaczynają się kruszyć, ale musiałam być silna i nie
poddawać się tak łatwo- Robiliśmy to, zanim poszedłeś do Rory.
-Wiem,
spieprzyłem- Justin westchnął- Staram się przeprosić cię tutaj,
Saige, ale nie wydaje się, jakbyś akceptowała wszystko co mówię.
-Co chcesz mi
powiedzieć, Justin? Że to w porządku chodzić i pieprzyć inne
dziewczyny, podczas gdy ja pracowałam nad tym, aby ruszyć swój
tyłek i próbować być z tobą!
-Powiedziałem, że
przepraszam!
-Czasami to nie
wystarcza, Justin!
-Czego jeszcze ode mnie chcesz?- Justin pociągną za końcówki włosów- Pomóż mi, Saige! Nie czytam w myślach!
-Czego jeszcze ode mnie chcesz?- Justin pociągną za końcówki włosów- Pomóż mi, Saige! Nie czytam w myślach!
-Czyny mówią
głośniej, niż słowa.- powiedziałam, odsuwając krzesło i
wstając.
Odwróciłam się
by odejść. Poczułam, jak Justin złapał mnie za nadgarstek i
pociągnął do niego. Przyłożył swoje czoło do mojego.
-Co...co ty
robisz?- powiedziałam szeptem.
-Powiedziałaś,
że czyny mówią głośniej, niż słowa...więc powiedz mi co do
ciebie mówi ten czyn.- powiedział i przyłożył swoje usta do
moich. Na początku byłam zaskoczona, nie wiedząc jak zareagować.
Stałam w zdziwieniu z opuszczonymi rękoma, moje usta nadal
pozostały w szoku. Justinowi nie wydawało się tego zauważyć i
kontynuował poruszanie się wokół moich ust, aż w końcu zaczęłam
oddawać pocałunki. Jego ręce krążyły wokół mojej talii,
ciągnąc mnie tak blisko, jak to było możliwe, nie raniąc mnie.
Owinęłam moje ręce wokół jego szyi, plącząc palce z tyłu jego
włosów.
Jego język
odnalazł moją dolną wargę. Bez namysłu otworzyłam usta i
pozwoliłam jego językowi towarzyszyć z moim. Nasze języki zaczęły
tańczyć wokół naszych ust i wydawaliśmy ciche jęki. Zdałam
sobie sprawę z tego, że byliśmy w środku publicznej kawiarni.
Oderwałam się od Justina. Lekki pot siedział na jego czole, oboje
patrzeliśmy na siebie.
-Cholera....-
dyszałam.
-Czy to był czyn
wystarczająco głośny dla ciebie?
-Justin....Ja...Ja
przepraszam.- odetchnęłam.
Spojrzał na mnie,
z zmieszanym wyrazem twarzy.
-Dlaczego do
diabła przepraszasz? Ja jestem osobą, która przeprasza.
-Nie powinnam tego
robić, poniosło mnie. Kiedy byłeś z Willow, miałeś rację...Ja
przyjechałam do klubu z Austinem, więc to co robiłeś ty i Willow
nie było moją sprawą.
-Cokolwiek ja i
Willow robiliśmy już jest zakończone, nie musisz się o to
martwić, Saige.- uciszył mnie.
-Też muszę się
przyznać do wszystkich złych rzeczy, które zrobiłam.- prychnęłam.
-Och Saige, nie
mogłaś zrobić niczego złego.- Justin zapewnił.
Pokręciłam
głową- Przestań kłamać, oboje wiemy, że byłam hipokrytką.
-Tylko trochę.-
Justin przegryzł dolną wargę, wyglądał bardzo słodko, jak to
zrobił.
-Dlatego
przepraszam.
-Naprawdę nie
musisz-
-Ale chcę-
przerwałam mu.
-Dobrze.- sapnął.
-Dziękuję.-
zassałam moje usta, kiedy z powrotem usiedliśmy. Piosenka Katy
Perry ''Takes Two'' zaczęła grać w tle.“It takes two,
two sides to every story. Not just you, I can’t keep ignoring. I
admit half of it, I’m not that innocent. It takes two, two sides to
every story. Not just me, you can’t keep ignoring. Let me be, first
baby, to say I’m sorry.”
-Ta piosenka ma
bardzo ironiczny czas.- Justin zażartował.
Wypuściłam lekki
śmiech i skinęłam głową- Katy Perry zdecydowanie jest trochę
ironiczna.
-Trochę- Justin
drażnił mój wybór słów, sprawiając, że lekko zachichotałam i
oboje usiedliśmy na naszych krzesłach.
-Witajcie.-
kelnerka, która wcześniej podała mi latte, pojawiła się przy
stole. Ubrana była w parę czarnych jeansów i bluzkę z logo
kawiarni. Jej jasnobrązowe włosy uczesała w kucyk, miała
przyłbicę z nazwą firmy, napisaną w poprzek. Nazywała się
Nevaeh.
-Cześć.- Justin
przywitał się krótko, nie zwracając większej uwagi na nią.
-Chcecie coś do
jedzenia albo do picia?- uśmiechnęła się słodko.
-Saige, ty
pierwsza....Nadal muszę czegoś poszukać.- Justin otworzył menu i
zaczął je przeglądać, aby znaleźć coś, co wyglądało dla
niego apetycznie.
-Ja po prostu
wezmę talerz spagetti.- wzruszyłam ramionami.
-Chcesz do tego
klopsiki?- Nevaeh grzecznie zapytała.
Skinęłam głową-
Dlaczego nie?
-Zrób dwa talerze
spagetti z klopsikami.- Justin zamknął menu i podał je Nevaeh.
-A jakieś napoje?
Spojrzałam na
pusty kubek latte- Myślę, że teraz wezmę Pepsi.
Skinęła głową
i zwróciła się do Justina- Coś dla pana?
-Dr Pepper albo
Mr. Pibb, bez różnicy co przyniesiesz.
-Dobrze.- skinęła
głową i odwróciła się na piętach, odchodząc od stołu.
-Wow, kelnerka nie
rzuciła się na ciebie, muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem
jej samokontroli.- zażartowałam.
Justin zaśmiał
się dając mi spojrzenie- Dziewczyny rzucają się na mnie?- Justin
zadrwił- Nie mam pojęcia o czym mówisz.
-Och, proszę.-
zażartowałam- Przypomnij sobie dzień, w którym opowiadałeś o
trzech lub czterech, z wielu twoich stosunków.
-To dzień, w
którym pokazałem ci Rory.- Justin pokręcił głową.
-Chciałabym, żeby
nigdy nie pojawiła się w naszym życiu.
-Ja też, Saige.-
Justin pokiwał głową- Ja też.- powtórzył bardziej pokornie,
jakby potwierdzając to do siebie, że naprawdę był z Rory i
szaleje za mną.
Nevaeh wróciła z
naszymi kubkami i położyła je, kładąc na stole słomki owinięte
w biały papier.
-Wasze jedzenie
będzie wkrótce.- obiecała i odeszła, nie dając nam czasu, aby
podziękować i poprosić o coś innego.
-To miejsce jest
ładne.- rozejrzałam się wokół małej kawiarni. Ściany były
pomalowane tak, żeby wyglądały, jakbyś był we wnętrzu
staromodnego, ceglanego, włoskiego domu. Był tutaj piec do pizzy,
oczywiście nie do używania, ale jedynie jako kominek. Stał z
drugiej strony pomieszczenia, z dala od stołów. Podłoga została
wykonana z czerwonych płytek. Były tu tylko dwa okna z przodu sali
i jasne drzwi.
-Byłeś tu
wcześniej?- spojrzałam na Justina, podnosząc brwi.
Skinął- Wiele
razy. Jazmyn, Jaxon i moi rodzice uwielbiają przychodzić w nocy,
gdy jesteśmy wszyscy razem i mamy ochotę wyjść z domu, żeby
zjeść wyśmienity obiad poza naszym domem.- uśmiechnął się,
przypominając sobie wspomnienia- Mój tata i właściciele są ze
sobą blisko.- wzruszył ramionami- To dobre miejsce.
-Więc...znasz tą
naszą piękną kelnerkę?
-Zazdrość nie do
końca jest dla ciebie najpiękniejszym kolorem, Saige.- Justin
parsknął na mnie- Ale nie, nie znam jej, ona musi być nowa.
Odetchnęłam z
ulgą, wiedząc, że nie będę musiała przechodzić przez kolejne
wybryki Justina, ale jestem pewna, że żadne nie są tak złe, jak z
Rory i Tallulah.
-Kiedy spotkam się
z twoimi byłymi?- Justin zapytał, składając ręce.
-Nigdy.-
uśmiechnęłam się.
-Ja naprawdę chcę
poznać Austina.- Justin uśmiechnął się, jego uśmiech oczywiście
był fałszywy.
Pokręciłam
głową- Nie, nie chcesz. Wiem, że masz zamiar krzyczeć czy coś.
Austin wszedł
przez drzwi, tak jakby wiedział, że on nim rozmawialiśmy. Szedł z
jednym z nauczycieli ze szkoły publicznej w Bronx, z panią Hawkins.
-Kto to jest?-
uniosłam brew, patrząc na blondynkę udającą się za Austinem,
chichoczącą jak słodka idiotka.
-Czy to ma
znaczenie?- Justin oderwał moją uwagę przez objęcie mojej ręki-
Teraz mamy siebie, Saige. Wiem, że to może być daleko od tego co
teraz do mnie czujesz, ale....ja naprawdę, naprawdę cię lubię i
nie chcę cię stracić.
-Justin.- zrobiłam
w myślach „aww” na jego słowa, jak patrzył mi głęboko w
oczy.
-Saige...Ja-
-Saige?- jakiś
głos przerwał Justinowi, sprawiając, że zawarczał i spojrzał na
Austina, który pochylał się nad naszym stołem.
-Czy możemy ci
pomóc?- Justin przywitał go niegrzecznie.
-Och, przepraszam.
Ja tylko staram się przywitać z moją przyjaciółką.- Austin
odpowiedział tym samym, niegrzecznym tonem i dokonał ze mną
kontaktu wzrokowego. Ciepły uśmiech pojawił się na jego ustach-
Witaj Saige, jak się masz, kochanie?
-Kochanie?- Justin
zadrwił- Myślę, że moja pięść mówi, że lepiej wybrać ale
niej nowy pseudonim,, albo będziesz miał okazję spotkać się z
moją pięścią.
-Czy mam się
ciebie bać?- Austin uniósł brew.
Justin skinął
głową- Nie testuj mnie.
-Justin.-
spojrzałam na niego- Uspokój się...jest w porządku,
-Nie będzie w
porządku, dopóki ten skurwiel nie odejdzie, miałem do ciebie
bardzo ważne pytanie, a ten dupek mi przerwał.
-Dobrze, ja po
prostu wrócę na moją randkę.- wzruszył ramionami, upewniając
się, że zamknął ze mną kontakt wzrokowy, kiedy powiedział
randka.
Wzruszyłam
ramionami- Baw się dobrze. Również wrócę z powrotem na moją
randkę.- rzuciłam. Mruknął coś pod nosem i odszedł, do jego
chichoczącej blondynki przy stoliku.
Justin potrząsnął
głową- On jest irytującym, małym skurwielem, prawda?
-Tak czy inaczej.-
zmieniłam temat- O co chciałeś mnie zapytać, Justin?
-O tak.-
przypomniał sobie pytanie, wielki uśmiech pokazał się na ustach w
podnieceniu.
-Więc, Saige,
wiesz jak się zachowywaliśmy.
-Uhm...jak dawno?
Ponieważ, jeśli masz na myśli dwadzieścia minut temu, to
krzyczeliśmy na siebie, przed podjęciem...
-Miałem na myśli
kilka tygodniu temu.
-Och.- zaśmiałam
się, potok wspomnień zaczął grać w mojej głowie. Wszystko, od
kiedy Justin pocieszał mnie w mojej sypialni do czasu, kiedy miałam
erotyczne fantazję z nim pod prysznicem, od naszego pierwszego
pocałunku, a nawet, kiedy po raz pierwszy go spotkałam, kiedy
niegrzecznie popchnął mnie na ścianę z cegły.
-Saige....
-Tak?
-Ja.....umm...Nigdy
nie byłem dobry w...umm...
-Justin, robisz
się nerwowy,
-Niestety.-
zachichotał, wydawał się być zdenerwowany, po raz pierwszy odkąd go
znam- Ja po prostu-
-Wyrzuć to na
miłość boską!- zaśmiałam się.
-Dobrze, dobrze.-
wziął głęboki oddech.
-Nigdy nie byłem
dobry, jeśli chodzi o związki. Po tym jak Rory ze mną zerwała,
poddałem się w miłości i rozpocząłem moja obsesję na
pieprzenie kumpli. Ale potem poznałem ciebie i wszystko się
zmieniło. Chcę, żebyś była moja i wiem, że mogę być nie
najlepszym chłopakiem, ale przynajmniej chcę spróbować, Saige,
będziesz moją dziewczyną?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytasz= zostaw po sb pamiąteczkę XD PZDR Kochani ;p