,,Lepiej uciekajmy!''
Kilka minut później przyjechaliśmy do starego, ceglanego budynku.
Oświetlona tabliczka nad nami wskazywała szklane drzwi z napisem:
Kręgielnia. Literka 'a' w słowie kręgielnia nie świeciła. Reszta słów
nadal mrugała w różowym, czerwonym, zielonym i żółtym kolorze.
- Jesteśmy- JT uśmiechnął się, zanim wszedł z Justinem do środka.
- Co do cholery?- Willow rozejrzała się- To miejsce wygląda strasznie.
Obawiam się, że budynek zawali się na mnie, jeśli wejdę do środka.
Zaśmiałam się- Witaj w mojej nowej rzeczywistości.
- Bardzo mi przykro z tego powodu- poklepała mnie po ramieniu, zanim
obie weszłyśmy do środka, gdzie Justin i JT stali przy recepcji.
Ciemnoskóry, gruby mężczyzna był skulony przy biurku i nie zwracał uwagi
na nikogo z nas. Wyglądał na późną czterdziestkę lub wczesną
pięćdziesiątkę. Był ubrany w niewiarygodnie tandetny, różnokolorowy
sweter. Koszula była definicją brzydoty. Para grubych, okrągłych
okularów leżała na jego nosie, jego łysina świeciła niczym oświetlenie
budynku. Znacznik, na którym napisane było 'Sal', wskazywał, że jest
właścicielem kręgielni.
Sal rozejrzał się, zauważając jak Justin i JT wisieli nad nim. Uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
- Dobrze, dobrze, dobrze. Kogo my tu mamy- zaśmiał się- Co do cholery
ludzie Justin Bieber i JT Withers robią w mojej kręgielni? Wy, chłopcy
nie byliście tu odkąd skończyliście 16 lat.
- Pokazujemy tym pięknym paniom miasto- JT wskazał kciukiem w Willow i moim kierunku.
Sal dokładnie nas zmierzył, zanim zniżył swój głos i zwrócił się do JT i Justina- Dwie bogate białe?- wyszeptał.
- Yeah- JT wzruszył ramionami jakby to nie było nic wielkiego, choć dla niego prawdopodobnie tak było.
- Dlaczego nie spotkacie się z nimi w ich mieście?- Sal utrzymał swój
niski głos- Wy dwoje wiecie, że chodzenie po tych ulicach nie jest dla
nich bezpieczne.
- Brunetka tu mieszka- Justin zaśmiał się cicho.
Oczy Sala powiększyły się- Daje góra dwa miesiące zanim ona zajdzie w ciążę- uśmiechnął się złośliwie.
- Ludzie w gettcie naprawdę źle szepczą- Willow wyszeptała do mojego ucha.
Opadłam śmiechem, sprawiając, że Sal, JT i Justin popatrzyli się na mnie i Willow, jakbyśmy obie miały dwie głowy.
- Przepraszam- wymamrotałam, gryząc język, by przestać się śmiać.
- Więc, jaki rozmiar butów, panie?- Sal uniósł brwi.
Podeszłam do lady, opierając głowę o łokcie- Noszę ósemkę.
- A ty?- rzucił okiem na Willow.
- Siódemka- powiedziała po prostu, zanim wyjęła telefon i napisała do kogoś.
Sal dał nam nasze buty, zanim powiedział, gdzie mamy iść. Justin i JT
zaprowadzili nas na plastikowe ławki, zanim zrzucili swoje buty i
wymienili je na szkaradne buty do kręgli. Usiadłam na innej ławce i
zrobiłam to samo, kiedy JT wbijał wszystkich imiona do urządzenia.
- Pierwszy Justin- JT poklepał go po plecach.
- Patrzcie i uczcie się, panie- Justin puścił nam oczko, zanim złapał kulę do kręgli.
- Bardziej jak oglądanie i ślinienie się- Willow mruknęła pod nosem.
Posłałam jej spojrzenie- On nie jest taki gorący!
- Cokolwiek mówisz- zachichotała.
- Wiecie, słyszę was obie- JT odwrócił się.
Policzki Willow zrobiły się mocno czerwone- Udawaj, że nie.
- Okej, biała.
Późnym wieczorem Willow i ja stałyśmy przy jej samochodzie w tylnej alejce mojej kamienicy.
- Więc, przyjadę po ciebie jutro około 10?- powiedziała niepewnie.
Przytaknęłam- Brzmi jak dobry plan.
- Okej, w porządku- zgniotła mnie w siostrzanym uścisku- Miłej nocy.
- Jedź bezpiecznie- kiwnęłam głową, zanim weszła do samochodu.
Westchnęłam i weszłam szybko do mojej kamienicy, idąc po schodach, które
wydawały się nieograniczone w czasie. Zostałam powitana w drzwiach
przez moich rodziców, którzy krzyczeli i wrzeszczeli na siebie.
Jęknęłam, siadając na zewnątrz, nie chcąc ponownie ich niepokoić.
Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam wiadomości.
Hanna: Każdy teraz myśli, że jesteś szumowiną, korzystaj z Bronxu!
Justin: Zdążyłaś do domu?
JT: Dostałem twój numer od Justina, po prostu sprawdzam, czy ty i Willow dotarłyście bezpiecznie na miejsce.
Wysłałam Hannie 'pieprz się', zanim wysłałam JT wiadomość, że z nami w porządku i napisałam do Justina.
Saige: Od kiedy cię to obchodzi?
Justin: A kto powiedział, że nigdy?
Saige: Twoje oczy kiedy rzuciłeś mną na ceglaną ścianę.
Justin: Wkurzyłaś mnie.
Saige:...
Justin: Zgaduję, że twoje odpowiedzi oznaczają, że dotarłaś bezpiecznie do domu.
Saige: Nie, właściwie to zostałam porwana i aktualnie relaksuję się w bagażniki jakiegoś faceta... Całkiem wygodnie, nie chwaląc się.
Justin: Nie jesteś zabawna, Saige.
Saige: Szkoda, że nie uważasz mnie za zabawną.
Justin: JT kazał mi powiedzieć, żebyście razem z Willow przyszły jutro.
Saige: Nie możemy, jedziemy na Brooklyn.
Justin: JT i ja zawsze chcieliśmy wrócić na Brooklyn. Byliśmy tam tylko raz albo dwa.
Saige: W takim razie... marzcie dalej.
Justin: Widzimy się rano, Saige. Będziemy ok. 9.30.
Jęknęłam i rzuciłam moim telefonem. Świetnie, oni jadą z nami.
- Jesteś brudnym śmieciem, tak jak twój ojciec!- moja mama zapiszczała.
- Nie waż się tak mówić o moim ojcu!
- Ach tak, co masz zamiar z tym zrobić, Charlie?
Usłyszałam odgłos plaśnięcia, a następnie głośny krzyk mojej mamy. Moje
oczy rozszerzyły się, zerwałam się z mojego miejsca na podłodze i
pobiegłam do pokoju.
- Mamo!- podbiegłam do niej. Mama trzymała rękę na zaczerwienionym policzku i patrzyła na ojca z czystym obrzydzeniem.
- Wynoś się stąd- krzyknęła.
- Co?- mój ojciec warknął.
- Wynoś się stąd!- powtórzyłam. Mój ojciec spojrzał na mnie w zakłopotaniu.
- Młoda damo, to nie jest sposób, w jaki możesz zwracać się do swojego ojca.
- Już nigdy nie położysz ręki na moją matkę- Toby pojawił się,
maszerując w kierunku taty, piorunując go wzrokiem- Sądzę, że obydwie
kazały ci wyjść, muszę powtórzyć to trzeci raz?
- Wrócę p-po moje rz-rzeczy r-rano- wyjąkał, nie spodziewając się, że
dwójka jego dzieci stanie w obronie matki, zanim odwrócił się, idąc w
kierunku drzwi, a następnie zatrzaskując je za sobą.
- Co za dupek- Toby mruknął.
Mama westchnęła i poszła do swojego pokoju, nie mówiąc nic nikomu z nas.
- To nie jest to, co na miałam nadzieję, wracając do domu- skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Gdzie byłaś?- Toby zmarszczył brwi.
- Willow przyjechała, byłyśmy na kręglach.
- Tęsknię za Willow!- Toby zmarszczył czoło, to było oczywiste, że od wielu lat jest w niej zakochany.
- Jedziemy jutro na Brooklyn. Chciałbyś..
- Mogę jechać?
Zachichotałam- Właśnie miałam zapytać, czy chcesz.
Toby uścisnął mnie, przy okazji prawie mnie udusił, zanim pocałował mnie w policzek i puścił- Jesteś najlepszą siostrą, Saige!
- Aww- udawałam zniesmaczoną, ścierając pocałunek z mojego policzka.
Zaśmiał się- Och, uspokój się, Saige.
- Ugotujmy obiad dla mamy- zmieniłam temat- Wątpię, że jest w nastroju do gotowania.
- Jedyne co potrafię ugotować to makaron z serem- wydął wargi.
- Więc to ugotujesz, a ja usmażę trochę szynki czy cokolwiek.
Wzruszył ramionami- W porządku.
Następnego ranka leżałam rozwalona na kanapie, ubrana w jeden z moich ulubionych strojów.
Miałam na sobie koronkową koszulkę i spódnicę w różnych odcieniach
niebieskiego. Biały pas mocno podtrzymywał wszystko na miejscu. Justin i
JT siedzieli w pokoju, zachowując milczenie, ponieważ Toby w
niegrzeczny sposób spiorunował ich wzrokiem, bo nie spodobał mu się
pomysł, że dwójka chłopaków z getta, tak ich nazwał, jedzie z nami.
Lekkie pukanie do drzwi, spowodowało, że podskoczyłam, tak jak Toby.
- Spokojnie, chłopczyku- uśmiechnęłam się- Zobaczysz ją już wkrótce.
- On się w niej zakochał czy coś?- ton JT był pełen zazdrości.
- Jakie to ma dla ciebie znaczenie?- Toby spojrzał na niego. Westchnęłam
i podeszłam do drzwi. Otwierając je, zobaczyłam Willow. Miała na sobie wielobarwną spódnicę, biały sweter i wystającą spod niego dżinsową koszulę.
- Wyglądasz słodko- skomplementowała mnie.
Uśmiechnęłam się- Ty też.
- Czy przegapiłem notatkę, że trzeba się formalnie ubrać na Brooklyn?- Justin zmarszczył brwi, spoglądając na swój strój.
- Zgaduję, że ja też- JT wyprostował swoje ubranie wstając.
- On nie jest taki szykowny- Justin wskazał na strój Toby'ego.
JT wzruszył ramionami- Może to jednak tylko kobieca sprawa.
- Może.
- Możemy już wychodzić?- Willow położyła dłoń na biodrze- Nienawidzę tu być.
- Yeah- Chwyciłam ją za rękę i zeszłyśmy po schodach na zewnątrz do jej samochodu.
- Wiecie, macie szczęście, że nie został skradziony- Justin wspiął się na tył.
- Myślę, że jestem szczęściarą- Willow wzruszyła ramionami i wsiadła na
siedzenie kierowcy, wskoczyłam obok niej na fotel dla pasażera, JT i
Toby dołączyli do Justina na tył Hummera Willow.
- Niezły samochód, słodka- JT skomplementował, badając wnętrze samochodu.
- Po raz setny- Willow syknęła- Willow, nie baby lub babe, lub biała, lub słodka, lub cokolwiek, co wymyślisz.. Willow.
JT zachichotał- Zadziorna, lubię takie.
Toby przewrócił oczami- Po prostu go ignoruj, Willow.
Willow podkręciła radio, włączając stację hitów. Obie od razy rozpoznałyśmy piosenkę i śpiewałyśmy razem.
- “But every song’s like gold teeth, greey goose, trippin’ in the bathroom”- śpiewałam piosenkę Lorde 'Royals'.
- “Bloods stains, ball gowns, trashin’ the hotel room!”- Willow śpiewała, bardziej krzycząc.
- Jezu Chryste- Justin przewrócił oczami- Sprawcie, by przestały.
- Robią to cały czas- Toby wytłumaczył.
- “We don’t care, we’re driving Cadillacs in our dreams”- śpiewałyśmy
razem- “But everybody’s like Crystal, Maybach, diamonds on your
timepiece. Jet planes, islands, tigers on a gold leash.”
Usłyszałam chichot JT- Myślę, że przyzwyczaiłeś się do tego po pewnym czasie, co?
- Nie- Toby się zaśmiał- Nadal nie przyzwyczaiłem się do ich śpiewu. To brzmi jak umieranie kota.
- “We don’t care; we’re not caught up in your love affair!”- Willow wykrzyczała głośno w odpowiedzi na tekst Tobiego.
- “And we’ll never be royals”- zaśpiewałam tak głośno jak Willow.
- “It don’t run in our blood”- obie wybuchnęłyśmy śmiechem, nie mogąc
dalej śpiewać, bo śmiałyśmy się z reakcji wszystkich chłopców.
- Czy wasza dwójka już skończyła?- Justin zapytał, pochylając się.
- Może tak, może nie- Willow wzruszyła ramionami.
- Gdybyśmy tylko mogli dostać się do Brooklynu szybciej- Toby zachichotał, przynajmniej zaczął się dogadywać z Justinem i JT.
Zaparkowaliśmy samochód na zatłoczonym parkingu obok Starbucksa. Willow i
ja szybko wyskoczyłyśmy z auta, a za nami Toby, Justin i JT.
- Pisałem do przyjaciół, powinni niedługo tu być- Toby poinformował.
- Idź spędzić miło czas- Willow poklepała go po plecach- Wszyscy
spotkamy się w Panera Bread o siódmej na kolacji. Później zawiozę was do
domu.
- Brzmi świetnie, do zobaczenia później- pomachał nam, wychodząc.
Natychmiast pojawił się na zewnątrz z jego przyjaciółmi, którzy mieli
dla niego kawę.
- Więc, gdzie idziemy na początku, panie?- JT położył ramiona na naszych.
Willow i ja zlekceważyłyśmy go i wróciłyśmy do samochodu.
- Ktoś ma zamiar odpowiedzieć?- Justin podniósł brew.
- Zobaczycie- uśmiechnęłam się, z powrotem wchodząc do Hummera Willow.
Odpaliła samochód i pojechała w kierunku centrum handlowego. Ponownie zaczęłyśmy śpiewać, tym razem 'Dark Horse' Katty Perry.
- Wy zawsze śpiewacie w samochodzie, co?- JT uśmiechnął się.
- Yup- Willow zaakcentowała 'p'.
Kiedy zaparkowała samochód na parkingu centrum handlowego, wszyscy wyszliśmy i udaliśmy się do środka.
- Zakupy na poprawę humoru- Willow uśmiechnęła się- To jest to, co każda dziewczyna potrzebuje.
- Właściwie to nigdy wcześniej tu nie byłem- JT rozejrzał się, widząc stojaki i regały pełne ubrań.
- A ja tak- Justin zachichotał- Raz ukradłem stąd szalik dla Jasmine. To było dla lata temu.
- Cóż, czyś nie jesteś twardzielem?- JT zachichotał.
- Wiesz to.
Willow przewróciła oczami- Jeśli podczas mojej obecności ukradniecie coś z tego sklepu, wsypę was.
Justin spojrzał na nią- Nie zrobisz tego.
- Naprawdę chcecie mnie sprawdzić?- Willow wyzwała.
- W porządku- jęknął- Niczego nie ukradnę.
- Dobrze, żadnego łamania prawa, gdy ja jestem w pobliżu.
- Teraz nie możemy obiecać, babygirl- JT uśmiechnął się.
- Co ci powiedziałam o przezwiskach?
- Taka spięta- Justin pokręcił głową.
JT zachichotał- Bogaty, biały facet.
- Dobra, wy dwoje, możecie wracać z powrotem na Bronx.
Kilka głów odwróciło się na wzmiankę o Bronx. Wszyscy spojrzeli na Justina i JT z czystym strachem w oczach.
- Możemy wam w czymś pomóc?- Justin warknął na jednego z przechodniów.
Kobieta dyszała i szybko odeszła od nich, najprawdopodobniej na drugą
stronę centrum albo nawet i stanu Nowy Jork.
- Staraj się nie odpędzić wszystkich, gdy tu jesteś- Willow przewróciła oczami.
- O mój Boże- usłyszałam znajomy, kobiecy pisk. Odwróciłam się, by zobaczyć Emma i stojącą obok niej Hannę. Obie szły do nas.
- Saige, tęskniłam za tobą- przytuliła mnie, prawie krusząc mi kości,
zanim zwróciła się do mnie- Co u ciebie? Mam nadzieję, że masz się
dobrze.
- U mnie w porządku- stwierdziłam po prostu.
- Dobrze, że jeszcze żyjesz. Jesteś już w ciąży?- Hanna uśmiechnęła się złośliwie.
- W porządku, słuchaj suko- poczułam, jak Willow złapała mnie za ramię.
- Ona nie jest tego warta, Saige, nie wpędzał się w kłopoty.
Nie odrywałam wzroku od Hanny- Suka nie zasługuje na oddychanie.
- Wiem, wiem- Willow starała się mnie uspokoić.
- Kto to jest?- Justin zapytał, patrząc na Hannę.
- To musi być twój nowy, nigga kumpel- spojrzała na JT.
- Czy ona właśnie...- Justin zamarł.
Willow opadła szczęka- Hanna, nie mów tak!
- Nie nazywaj tak moich przyjaciół!- warknęłam.
- Jesteśmy teraz przyjaciółmi?- JT uśmiechnął się.
- Shh- Willow uciszyła go, nadal patrząc na mnie, więc nie mogłam rzucić
się na Hannę i zerwać z jej twarzy ten fałszywy uśmiech.
- Kim do cholery jest ta dziewczyna?- Justin zmarszczył brwi.
- Typową, białą suką- odpowiedziałam.
JT zachichotał i lekko pchnął mnie na bok, więc teraz stał przed Hanną-
Teraz dziewczynko wiesz, że jestem z Bronx i na pewno wiesz, co robię z
sukami takimi jak ty.
Hanna rozszerzyła oczy- Daj spokój, Emma.
- Ale chcę zobaczyć Saige.
- Daj spokój!- Hanna chwyciła nadgarstek Emmy i przeciągnęła ją, ku jej przerażeniu.
- Dzięki- westchnęłam, patrząc na JT.
Wzruszył ramionami- Po prostu nienawidzę suk, więc..
Zaśmiałam się- To wystarczy, by ją przestraszyć.
- Więc- uśmiechnął się- Naprawdę jestem twoim przyjacielem?
- Hmm.. - postukałam mój podbródek- Tak sądzę.
- O radości, będziemy częściej go widzieć i słyszeć tysiące jego pseudonimów dla mnie- Willow uśmiechnęła się do niego.
- Och, ostatecznie będę podobać ci się coraz bardziej.
- Jestem pewna, że jak śmiertelna choroba.
Justin wybuchł śmiechem- Okej, to było złe... ale też bardzo śmieszne.
- To dar- Willow skłoniła się. Wróciliśmy do oglądania ubrań. Sortując
te, które były urocze i te, w którym nawet nie chciałyśmy umrzeć.
- Nie rozumiem kobiecej mody- Justin podniósł parę szortów na wysokim stanie, które zostały pokryte ćwiekami w każdym miejscu.
- Te są naprawdę urocze- Willow wzięła je od niego, sprawdzając rozmiar,
uśmiechnęła się zwycięsko i dodała je do małej kupki na jej ramieniu.
- A ty niczego nie szukasz?- JT podniósł brew i spojrzał na mnie.
- Nie mam pieniędzy na takie rzeczy- smutek wplótł się w moje słowa.
Spojrzałam na jedną z najsłodszych koszulek, jakie widziałam w tym
sklepie.
- Powiedziałam, że ci coś kupię- Willow spojrzała na mnie.
- Nie trzeba- JT chwycił bluzkę- Teraz lepiej uciekajmy- bez ostrzeżenia uciekł ze sklepu.
- Nie!- Willow krzyczała za nim- Powiedziałam mu, żeby kurwa tego nie robił, kiedy jestem w pobliżu- syknęła.
Justin gonił JT. Willow i ja zostałyśmy w sklepie, zachowując się,
jakbyśmy nie miały pojęcia, kim oni byli, gdy jeden z ochroniarzy
poszedł za nimi.
Zostaw po sb pamiąteczkę XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytasz= zostaw po sb pamiąteczkę XD PZDR Kochani ;p