,,Nie mów mi, że mam się zrelaksować''
Justin Bieber’s POV
Spieprzyłem. Tak bardzo spieprzyłem. Pewnie, że Rory była dobrą zabawką
do pieprzenia, ale Saige była... kimś, z kim mogę się w przyszłości
ustatkować.
- Cholera- westchnąłem idąc chodnikiem i kopałem ławki i kosze na śmieci po bokach.
Zasłużyłem na to.
Pozwoliłem jej odejść.
- Cholera- uderzyłem pięścią w ścianę. Ignorowałem uczucie pieczenia dopóki moje palce zdrętwiały z bólu.
- Naprawdę nie powinieneś uderzać ceglanej ściany, Justin...-
rozpoznałem znajomy głos mojej siostry. Odwróciłem się i zobaczyłem
Jazmyn, która zbliżała się do mnie. Była ubrana w czarne dżinsy i prostą
koszulkę. Stanęła za Jazonem ubranym w dżinsy i jego ulubioną, czarną
bluzę z kapturem.
- Co jest, frajerze?- Jaxon uśmiechnął się złośliwie.
- Nie jestem teraz w nastroju, Jaxon- przewróciłem oczami.
- Nie jesteś w nastroju, by być frajerem? Nie sądzę, że to jest nastrój,
Justin. To bardziej rzeczownik i ty nie wybierasz tego... to po prostu
się dzieje- Jaxon zachichotał.
- Jaxon- Jazmyn spojrzała na niego lodowatym wzrokiem. Uniósł ręce w obronie, przed uśmiechnięciem się w moim kierunku.
- Chcę byś mi wyjaśnił, dlaczego uderzyłeś w ścianę- Jazmyn zwróciła
swój wzrok na mnie- czy ja i Jaxon mamy udawać, że nic nie zrobiłeś?
- Ceglana ściana, Justin- Jaxon przypomniał- Cegły zawsze wygrają z pięścią.
- Nie biłem ściany- spojrzałem na nich- Po prostu jestem sfrustrowany... okej?
- Każdy dostaje frustracji- Jazmyn spojrzała na mnie z litością.
- Ale kiedy ja jestem sfrustrowana nie oznacza to, że wyzywam nieożywione przedmioty do walki... to obciach, Justin.
- Czy robisz się dowcipnym dupkiem czy...- przerwałem, patrzyłem na Jaxona, który śmiał się z mojej złości.
- Powinieneś zobaczyć swoją twarz!- Jaxon wskazał na mnie umierając ze śmiechu- Wyglądasz na wkurzonego i to jest zabawne!
- Nie wyglądam na wkurzonego- poprawiłem- Jestem wkurzony, Jaxon.
- Och, jesteś wkurzony... wybacz- dramatycznie zamrugał do mnie- Nie chcę cię złościć, księżniczko.
- Czy ty nazwałeś mnie księżniczką?
- Chłopcy- Jazmyn przerwała nam patrząc ze złością na naszą braterską walkę- Możecie się zamknąć chociaż na dwie sekundy?
- Nie- Jaxon odpowiedział.
- Zamknij się- pchnąłem go.
- Stop!- Jazmyn syknęła na mnie- Jezu pieprzony Boże, Jaxon i ja wracamy do domu.
- Zróbcie to.
- Nie chcę jeszcze odchodzić- Jaxon jęknął.
- To źle, blondynie- uśmiechnąłem się do niego.
- To jak ciemny blond, jasny brąz.. więc nie jestem cholernym blondynem, Justin- spojrzał na mnie.
- Cokolwiek powiesz, księżniczko- użyłem jego słów i poklepałem go po głowie.
- Justin- Jazmyn ostrzegła- Mogę być twoją młodszą siostrą, ale nie boję się cię zranić.
- Och, Jazmyn Badass- zażartowałem.
Uderzyła mnie w ramię krzywiąc się w moim kierunku- Zamknij się, Justin.
- Co? Po prostu nadałem ci pseudonim.
- Jesteś dupkiem w rodzinie, kretynie.
- To błogosławieństwo i przekleństwo.
Westchnęła i odwróciła się do mojego brata, który był zapatrzony w telefon- Chodź, Jaxon, idziemy.
- Co? Walka już się zakończyła? Moja i Justin trwała dłużej niż ta, Jazzy, wiem, że masz w sobie więcej ognia.
- Mam zamiar wkrótce skopać tyłki waszej dwójce- obiecała.
Szeroki uśmiech pojawił się na moich ustach- Chcę zobaczyć jej starania.
- Nie wiem, pewnego dnia pokonała sukę ze szkoły. To gówno było zabawne, powinieneś to zobaczyć. Jazmyn wyrywała jej wszystko.
- Nagrałeś to?
- Oczywiście! Jakim typem brata bym był gdybym nie uchwycił cennego wspomnienia jedynej walki Jazmyn w liceum?
- Jedynej? Och, daj spokój,było więcej niż sto bójek na pięści w liceum.
- Prawda- Jaxon przytaknął- Ta dziewczyna nie ma samokontroli.
- Chodź, dupku- Jazmyn krzyczała- Tata spodziewa się nas w domu za pięć minut, by zabrać nas na zakupy.
- Och, yeah, Jaz, tata i ja wybieramy się na Brooklyn dziś... Chcesz
iść? Tata dostał premię w pracy i zabiera nas na zakupy. Powiedział nam,
żebyśmy cię zaprosili, ale dopiero teraz sobie o tym przypomniałem.
- Dziękuję, Jaxon- położyłem dłoń na jego ramieniu.
- Nie ma za co- uśmiechnął się.
- Dzięki, ale nie- potrząsnąłem głową- Muszę oczyścić głowę z kilku
spraw i myślę, że byłoby to trudne na ruchliwych ulicach Brooklynu,
wiesz?
- Yeah- przytaknął- Powodzenia z tym, co ci przeszkadza. Wiesz, że
jestem tu, by z tobą porozmawiać za każdym razem, gdy mnie potrzebujesz,
prawda?
- Yeah, bro, dzięki- uśmiechnąłem się do niego.
- Hej, mogę być dupkiem, ale to nie oznacza, że się nie przejmuję. To
właściwie oznacza, że się przejmuję i to bardzo, że aż zachowuję się jak
kompletny chuj przy tobie.
- Okej, Jaxon- zaśmiałem się- Miłej zabawy na Brooklynie.
- Baw się dobrze oczyszczając myśli.
- Nie będę- obiecałem, kiedy podbiegł do Jazmyn, która na niego czekała.
Oboje ostatni raz się na mnie spojrzeli, zanim pobiegli w kierunku
naszego domu, gdzie czekał tata, by zabrać ich na Brooklyn.
Chciałbym pójść z nimi na Brooklyn, ale mógłbym myśleć tylko o Saige.
Cholera, tak bardzo spieprzyłem.
- Kurwa- syknąłem czując pulsujący ból w ręce. Spojrzałem na nią. Moje
kostki były zadrapane i zakrwawione. Wokół ich zaczęły się pojawiać
fioletowe i brązowe siniaki.
Myślę, że to typ wyglądu twardziela.
- Saige- męski głos zachichotał- Przestań mnie łaskotać!
- Dlaczego- Saige odpowiedziała- To ty zacząłeś, zasłużyłeś na to!
Podszedłem trochę bliżej, więc dokładnie mogłem zobaczycie dwie
postacie. Saige stała przed swoim blokiem z kartonowym pudłem podpisanym
'OSTROŻNIE'
- Jestem podekscytowany życiem w mieszkaniu na pietrze powyżej twojego.
- Ja też, Austin- Saige uśmiechnęła się do niego.
Dlaczego imię brzmiało podobnie?
Okej, oddałam dziewictwo, kiedy miałam szesnaście lat mojemu
nauczycielowi historii... On miał dwadzieścia sześć lat i był cholernie
atrakcyjny. Nazywał się Pan Clark, ale dla mnie był po prostu Austinem.
Moje oczu rozszerzyły się, kiedy spojrzałem na mężczyznę obok Saige.
Wyglądał na nieco starszego od niej. Nie odgadłbym, że aż dziesięć lat,
sądzę, że wygląda młodziej. Co do cholery on robi na Bronx?
Zacisnąłem dłonie w pięści, kiedy oglądałem ich, jak wchodzą do budynku.
Śledziłem ich, kiedy wchodzili po schodach ignorując moją mamę, która
siedziała przy swoim biurku i nie zwróciła na nich uwagi, ponieważ
przeglądała stos papierów leżących na blacie.
- Mamo- przerwałem ciszę w pomieszczeniu. Podskoczyła i spojrzała na mnie mrużąc oczy w moim kierunku.
- Nie strasz mnie, Justin- skarciła mnie i poświęciła mi całą uwagę- Czego potrzebujesz, kochanie?
- Kim jest ten facet, który właśnie się wprowadził?
Sprawdziła papiery- Austin Clark- przeczytała monotonnym głosem- Właśnie
się przeprowadził tu z Brooklynu. Będzie nauczycielem w liceum.
- Wydaje się mieć całkiem przyjazne stosunki z Saige... ona jest uczennicą w tej szkole, czy to nielegalne, mamo?
- Jeśli nadal by tam uczęszczała byłoby to nielegalne, jeśli nadal by
się z nim spotykała. Ale, odkąd Pani Cameron załatwiła edukację domową
dla Saige i Tobiego to nie jest problem.
- Ale ona pracuje cały dzień.. kto ich uczy?
- Ja- uśmiechnęła się- Zaoferowałam się, by być ich nauczycielką i Pani
Cameron się zgodziła. Była tak zdeterminowana, by wyciągnąć jej dzieci z
tej szkoły, nie mogę jej winić. Saige opowiedziała mi przykrą historię,
która zdarzyła się w szkole.
- Czy Austin Clark wie, że ona tam nie chodzi?
- Sądzę, że tak- mama wzruszyła ramionami- Jeszcze z nim nie rozmawiałam. Justin, dlaczego jesteś taki ciekawy?
- Nieważne- machnąłem ręką.
Saige Cameron’s POV
Skończyliśmy ładowanie pudeł do mieszkania Austina.
- Ściany wyglądają tak pusto- zachichotał.
- Jeszcze ich nie udekorowałeś- uśmiechnęłam się- Głupku.
- To niemiłe nazywać tak ludzi- zachichotał.
Wzruszyłam ramionami- Kto powiedział, że jestem miła?
- Słuszna uwaga.. Więc, widziałem kręgielnie, chcesz iść na kręgle? Rozpakuję się później.
- Okej- uśmiechnęłam się- Z chęcią.
Willow Anthony’s POV
- Po prostu nie wierzę, że Justin mógł być tak głupi- przewróciłam
oczami. Siedziałam razem z JT w jego salonie, rozmawialiśmy na temat
dramatu między Saige, Justinem, a Rory.
- Jest facetem- JT wzruszył ramionami- To nie jest wielka sprawa.
Podniosłam brew- To nie jest wielka sprawa? Justin ją zdradził.
- Nie do końca zdradził- przerwał mi- Saige i Justin nigdy nie byli razem... Byli wolni, mogli robić, co chcieli.
- Ale oni praktycznie zachowywali się jak para i to było naprawdę niegrzeczne-
- Willow- przerwał mi ponownie.
- Co?
- Wiem, że sprawy mają się inaczej na Brooklynie, ale jesteśmy na Bronx.
Wszyscy faceci są męskimi dziwkami... Tak po prostu jest- wzruszył
ramionami
Nie mogłam uwierzyć w to co on mówił- Co jest w wodzie na Bronx? Każdy związek się rozpada- westchnęłam.
- Oto wielkie i potężne rozmowy Brooklynu, tak jakby nasza woda była trująca czy coś.
- Nigdy tego nie powiedziałam-
- Zapomnij- wstał- Powinnaś iść.
- Co do cholery jest z tobą nie tak? Dlaczego jesteś takim dupkiem, JT? Musisz się wyluzować-
- Nie mów mi, że mam się wyluzować.
- W porządku, ktoś tu ma męski okres...
JT przewrócił oczami- Wyjdź, Willow.
- Jeśli chcesz, żebym wyszła, to gwarantuję, że nigdy nie wrócę- zagroziłam.
- Sadzę, że w takim razie z nami koniec, miłego dnia- zaczął delikatnie
popychać mnie w kierunku drzwi, zanim trzasnął nimi przed moją twarzą i
zostawił mnie kompletnie zdezorientowaną.
- Dupek- warknęłam odwracając się i zeszłam po schodach. Wyszłam na ulicę i nie miałam pojęcia, gdzie jestem.
- Willow?
Odwróciłam się i ujrzałam Justina, który zbliżał się do mnie. Był ubrany
w koszulkę w czarno- białe pasy i spodnie khaki. Jego spodnie były jak
zawsze nisko opuszczone.
- Hej- posłałam mu mały uśmiech.
- Co robisz sama na ulicy?
- JT mnie wyrzucił- wzruszyłam ramionami- Naprawdę nie mam, gdzie pójść.
- Dlaczego cię wyrzucił?
- Nie zgadzaliśmy się i sądzę, że się naprawdę wkurzył, że nie myślę tak jak on więc... on mnie wyrzucił.
- Idiota- Justin potrząsnął głową- Chcesz wrócić na Brooklyn?
Dlaczego nagle Justin był dla mnie taki miły?- Pewnie.
- Mam nadzieję, że nie boisz się metra- uśmiechnął się.
- Nie, nie boję się metra- kłamstwo. Nienawidzę metra. Każdy śmierdzi
jak stare papierosy, a mężczyźni z włosami dłuższymi niż Rapunzel,
którzy uśmiechają się pokazując brak zębów, przerażają mnie.
Justin zaprowadził mnie do najbliższej stacji. Łaskawie kupił nam bilety
i nie dał mi nawet czasu, by wyciągnąć portfel i oddać mu pieniądze.
Nieprzyjaźnie wyglądająca kobieta podała nam nasze bilety- Lepiej się pospieszcie. Metro będzie tu za niecałą minutę.
- Kurwa- Justin powiedział. Złapał mnie za rękę i natychmiast rozpoczął
sprint. Starałam się dotrzymać mu kroku, lecz było to trudne z powodu
moich butów.
- Justin, jestem w klinach, to boli!
- Yeah, dobra, to twoja wina za wybór butów.
- Przepraszam, nie miałam w planach bieg do metra, tak jakby moje życie zależało od tego. Złapiemy inne metro, Justin.
- Yeah, więc nie lubię przegrywać. Pojedziemy tym.
Justin wreszcie wciągnął mnie do zamykającego się pojazdu, zanim
usiedliśmy na jednej ze starych, plastikowych ławek. Oboje ciężko
oddychaliśmy.
- Nie rób tego więcej, dupku- uderzyłam go w pierś.
- Snobistyczne dziewczyny z Brooklyny nie lubią biegać, co?- zażartował.
- Och, proszę nie ma potrzeby, by myśleć stereotypowo. Jesteś z Bronx, Justin mogę łatwo potraktować cię stereotypowo.
- Tak, tak, tak- zachichotał- Wiem, że możesz.
- W taki razie żadnych walk stereotypowych, okej?
- W porządku- żartobliwie się obraził, przez co zaśmiałam się z jego głupoty.
- Więc jak długo tkwiłaś na ulicy, zanim cię znalazłem?
- Około trzydziestu sekund...
- Och, przyszedłem w perfekcyjnym czasie- przytaknął, był wyraźnie z siebie dumny.
- Tak- uśmiechnęłam się- Dzięki za zabranie mnie do domu...
Wzruszył ramionami- Nie ma problemu, nie mam nic przeciwko.
- Myślę, że ten facet, który wygląda jak Święty Mikołaj patrzy się na
nas- dyskretnie spojrzałam na człowieka, który siedział niedaleko. Był
ubrany w czerwoną koszulę i parę znoszonych dżinsów. Miał długą, siwą
brodę i siwe włosy z łysiną na czubku głowy.
- Dam ci dziesięć dolców, jeśli pójdziesz do niego, usiądziesz mu na kolanach i powiesz co chcesz na święta.
- Nie- zachichotałam cicho- Nie zrobię tego. Ty to zrób.
- Z pewnością to zrobię- wstał.
- Czekaj, Justin, nie! Żartowałam!
Zignorował mnie, podszedł do mężczyzny i usiadł mu na kolanach,
- Co do- mężczyzna wyglądał na zaskoczonego.
- Mikołaju!- Justin uśmiechnął się- Tego roku na Boże Narodzenie chcę-
- Kurwa, złaź ze mnie!
Justina oczy się rozszerzyły- Mikołaj używa zakazanych słów?
Drzwi metra się otworzyły, Justin szybko zeskoczył. Westchnęłam i
chwyciłam moje rzeczy i ruszyłam w pogoń za nim. Śmiał się tak mocno, że
aż płakał.
- Jesteś idiotą- przewróciłam oczami.
- To było zabawne- zachichotał starając się uspokoić.
- Komiczne- przewróciłam oczami.
- Och, nie bądź zła, Willow- uszczypnął mnie w policzek.
- Nie dotykaj mnie- pchnęłam go ręką, uśmiech pojawił się na moich ustach.
Zachichotał i ponownie mnie uszczypnął. Przeniosłam moją twarz i
zacisnęłam zęby na jego palcu wskazującym, przez co szarpnął ręką.
- Czy ty mnie właśnie ugryzłaś?
- Może tak- wzruszyłam ramionami- Może nie.
- Właśnie widziałem jak mnie ugryzłaś... Całkowicie to widziałem.
- Nic nie widziałeś, Bieber- puściłam oczko i odeszłam od niego.
- Jesteś dziwakiem, Anthony- Justin gonił mnie.
- Uwierz w to lub nie, nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi.
- Dlaczego nie jestem zaskoczony?
- Tylko ty możesz odpowiedzieć na to pytanie, Justin- wzruszyłam ramionami.
- Masz swoje sarkastyczne, chamskie oblicze... podoba mi się to.
- Cieszę się, że podoba ci się moja osobowość.
- Nie tylko twoja osobowość, baby- puścił oczko. Moje policzki się zaczerwieniły.
- Oczy do góry, Bieber. Nie jestem kawałkiem mięsa.
- Żartuję, Willow,
- Czy ty... czy ty naprawdę?- skrzyżowałam ramiona na piersi.
Oboje wpatrywaliśmy się w siebie.
- Tak, naprawdę- nie zerwał naszego kontaktu wzrokowego.
- Naprawdę?- zbliżyłam się do niego.
Bez ostrzeżenia Justin przycisnął swoje usta do moich. Dyszałam, moje
oczy się rozszerzyły, a jego były zaciśnięte. Mocno chwycił moje biodra,
a ja moje ręce położyłam mu na szyi. Przyciągnął mnie do siebie. Jego
usta niechlujnie przemieszczały się po moich. Nie dodał języka, co było
miłe. Oboje oderwaliśmy się patrząc na siebie nawzajem. Oboje mieliśmy
szeroko otwarte oczy, a nasze szczęki opadły.
- O mój...- wydyszałam.
- Boże- zakończył za mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytasz= zostaw po sb pamiąteczkę XD PZDR Kochani ;p